ZAKRĘCENI W DŁUGACH

Dziś więcej o spirali kredytowej. Jedni wpadają w nią, bo mało realnie oceniają swoje możliwości finansowe (nie doszacowują miesięcznych kosztów). Inni zakładają, że będą w przyszłości lepiej zarabiać. Skutek zawsze jest ten sam.

Ukryte koszty kredytów

W pracy syndyka często przeglądam różne umowy kredytowe – łączę wtedy moją wiedzę prawniczą z ekonomiczną. Najpierw szukam ukrytych kosztów. Zawsze są, ale najbardziej naszpikowane są nimi tzw. „tanie pożyczki”.

Ludzie myślą tak: „oprocentowanie wynosi 12% w skali roku, więc jak wezmę 10 000 zł, to oddam 11 200 zł. Nie jest źle”. Potem okazuje się jednak, że muszą oddać aż 40 000 zł. Jak to możliwe? 12% to odsetki, ale atrakcyjność kredytu oceniamy po wysokości rzeczywistej rocznej stopie oprocentowania (RRSO), czyli mówiąc prościej  po całkowitym koszcie kredytu.

Banki i parabanki naliczają ogromne kwoty tytułem dodatkowego ubezpieczenia, kosztów przygotowania oferty, a nawet kosztów dowozu pieniędzy do klienta, i tak właśnie grosz do grosza i RRSO potrafi sięgnąć 390%!

Umowy mało kto czyta, choć tam wszystkie te koszty zawsze są napisane, tylko przeważnie drobnym drukiem. Nic dziwnego, pożyczkodawcy przecież nie mają interesu w podkreślaniu, że musimy im oddać niemal czterokrotnie więcej niż pożyczyliśmy.

Takie pożyczki  to wręcz lichwa (w Polsce jest to karane), jednak jest sposób, by zrobić to legalnie: firmy rozpisują koszty pożyczki tak, by oprocentowanie nie przekraczało odsetek maksymalnych, a resztę ukrywają w ubezpieczeniu, które tak naprawdę od niczego nas nie chroni.

Na szczęście coraz częściej zgłaszają się klienci, którzy proszą o analizę umowy
np. o kredyt hipoteczny. Tak oszczędzają nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Poproszę dobry kredyt

Każdy kredytobiorca powinien przestrzegać kilku złotych zasad:

  • Kredyt powinien być brany w walucie, w której zarabiamy.
  • Kredyt z ratą malejącą będzie zawsze tańszy niż ze stałą ratą. Nawet nie rozważajmy rat rosnących – nie jesteśmy w stanie przewidzieć, że za 15 lat nagle zaczniemy więcej zarabiać więcej.
  • Wysokość kredytu musi być dostosowana do realnych możliwości finansowych. Banki oceniają zdolność kredytową poprzez analizę wydatków i zarobków. Nie jest w naszym interesie zatajanie tego, że lada dzień nasza pociecha zaczyna studia dzienne w innym mieście, co wiąże się z wyższymi wydatkami. Może i dostaniemy wyższy kredyt, lecz na pewno będzie nam trudno go spłacać.

I uwaga, nie warto też brać kredytów konsolidacyjnych, na pozór tańszych, a koniec końców zawsze droższych od pierwotnych.

MILIONY OSÓB POWIELAJĄ TEN SAM BŁĄD

Oprócz lekkomyślności przyczyną pętli zadłużenia jest właśnie źle obliczona zdolność kredytowa. Nagle zaczyna nam brakować pieniędzy na spłatę kolejnych rat. Wówczas szybko, bez czytania umowy, decydujemy się na popularną „chwilówkę”.

Mamy „chwilówkę”. Jak ją spłacić? Potrzebujemy kolejnej pożyczki. Są firmy, które osobiście przywiozą nam pieniądze do domu. Oczywiście z uśmiechem. Nie wspominają jednak o tym, że za taką usługę doliczają do kredytu dodatkowe 7000 zł. Mamy więc już kolejną pożyczkę, plus te 7000 zł.

I zaczyna się – najpierw przypominające telefony z banku, potem wezwania do spłaty, potem smsy i kolejne telefony. I tak, żeby przerwać te nasilające się ponaglenia, bierzemy kolejne pieniądze, oczywiście z parabanku.

Telefonów jest jeszcze więcej. Aż w końcu milkną, dostajemy sądowy nakaz zapłaty, a komornik licytuje nasz majątek.

To niewiarygodny stres. Statystyki pokazują, że znaczna część samobójstw w ostatnich latach miała właśnie podłoże finansowe. Wniosek o upadłość może pomóc zapanować nad sytuacją.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *